Jestem robotem na skraju przyzwoitości. W spodniach za ciasnych w kroku, z kulką w głowie. Kim jestem? I dlaczego tak denerwuje mnie to pytanie? Wczoraj zatkałem krtań mojego wroga jego własną krwią, a dzisiaj cała moja dusza i ciało pokutują. I najśmieszniejsze jest to, że w ogóle nie powinienem Ci o tym mówić.
Moja ostatnia modelka miała gumowe pantofle i ani trochę poczucia odpowiedzialności. Po prostu wychodziła wieczorami, zostawiając swego pięcioletniego brata sam na sam z bandą rozwydrzonych kotów.
Bóg raczy wiedzieć co tam się działo pod jej nieobecność, grunt, że gdy wreszcie wracała (najczęściej dnia następnego, z przetłuszczonymi włosami, w nowym ubraniu i z jakimś nikczemnym błyskiem w oku), mały był posiniaczony, tu i ówdzie widniały małe zadrapania, a ubranko było za każdym razem rozdarte lub zbroczone krwią.
Za pierwszym razem Vivienne przestraszyła się bardzo; w posiadłości przez długie dni urzędowała policja, a mały został oddany pod opiekę do pielęgniarek pobliskiego szpitala. Raz za razem
wiele tygodni później
sytuacja powtarzała się. Vivienne przestała wychodzić z domu, przestała malować paznokcie, zatrudniła detektywa. A nuż ci sadyści chcieliby czegoś więcej, niż tylko krzywdy dziecka
Mimsy uwielbiała się przebierać.
Stała w swym pokoju pełnym luster i zmieniała właśnie błękitną tunikę na ciemno-fioletową, przewiewną szatę. Syrop, który zlepiał jej włosy, przybrał już kolor dojrzałych wiśni. Mimsy zachichotała cicho i marszcząc brwi upuściła jeszcze kilka kropel na swoją głowę.
Piracka czapka, która leżała w kącie pokoju, wydała z siebie głębokie westchnienie. Dziewczynka nie zwróciła na nią uwagi; z rozwartą buzią gapiła się na gigantycznych rozmiarów włochatego pająka, który właśnie zaczął wspinać się po jej lewej nodze.
Odległość dzieląca Valley Road i Minor Lane zaczynała się wydłużać w miarę jak strach dystrybutora wzrastał.
Przejęty fascynacją swego syna do jednorożców, syren i tym podobnych bredni, przestał sypiać, nie czytał już nawet porannej gazety. Oddałby wszystko, byle tylko wyplenić z niego te nieprzydatne zainteresowania i raz na zawsze odciągnąć go od teleskopu.













Comments